Bajki bez ogonka,  Corgi style,  Długa historia krótkiego ogonka

Długa historia krótkiego ogonka… Część 5 – Dokąd tupta Tuptuś?

Sheldon i Bąbelek pożegnali się z pszczółkami i ruszyli na spotkanie z gołębiami. Pomocne pszczółki znalazły gołębie po drugiej stronie ulicy, która znajdowała się na końcu ni to małej ni to dużej łąki.  Ruszyli ochoczo przed siebie i kiedy pełni zapału dotarli już prawie do końca łąki Sheldon, a raczej jego duże, słodkie uszy usłyszały cichutki głos dochodzący gdzieś z pobliża. Piesek bacznie się rozejrzał i kilka kroków dalej dostrzegł dziwną, ruszającą się kulkę. Jak zwykle ciekawość wzięła górę i Sheldon z Bąbelkiem postanowili lepiej obejrzeć tajemnicze zawiniątko. 

– Ekhm… Przepraszam was bardzo. – odezwała się kulka. Gdy, jeszcze bardziej zaciekawieni, podeszli bliżej okazało się, że kulka wcale nie jest kulką tylko małym zwierzątkiem. –Czy macie może chwilkę? – zapytało grzecznie zwierzątko. – Jeśli nie spieszy się wam zbytnio czy zechcielibyście mi pomóc?

– Kim jesteś? – Spytał Sheldon – Co ci się stało?– pytał dalej i wciąż z zaciekawieniem patrzył na dziwne zwierzątko leżące przed nimi. Zwierzątko leżało wywrócone na plecach a jego małe nóżki były zbyt krótkie żeby mogło się samo odwrócić. Nie to było jednak najdziwniejsze. Kiedy przyjrzeli się lepiej zobaczyli, że całe plecy zwierzątka pokryte są kolcami!

– Jestem Tuptuś. Jeż Tuptuś. – odpowiedziało uprzejmie zwierzątko – Tuptałem sobie spokojnie do mojego domku kiedy nagle ktoś mnie wywrócił na plecy. Bardzo się wystraszyłem i teraz nie mogę się odwrócić.

Bąbelek nie mógł uwierzyć że tak właśnie wygląda jeż. Tuptuś, może przez to że leżał na plecach, a może przez coś innego, w niczym nie przypominał pluszowego jeża jakiego miał Bąbelek w domu.

– Pomożecie mi się przekręcić i znaleźć moje jabłuszko? Musiało się gdzieś poturlać kiedy się wywróciłem. Mam nadzieję że ten łobuz, który mnie przewrócił go nie zabrał. – że smutkiem zastanawiał się jeżyk.

Bąbelek spróbował dotknąć jeżyka ale ukłuł się w rączkę kolcami. Potem Sheldon postanowił spróbować ale też tylko się pokłuł w łapki i nosek. Jednak i tym razem się nie poddali. Rozejrzeli się wkoło i zobaczyli patyk. Sheldon wziął patyk w pyszczek a Tuptuś złapał drugi koniec. Sheldon mocno trzymał patyk a jeżyk Tuptuś powoli przekręcał się na brzuszek.

– Udało się! – krzyknął w Bąbelkowym języku Bąbelek. 

Zwykły patyk uratował Tuptusia! Kiedy jeż stał już na czterech nóżkach Bąbelek przyjrzał mu się jeszcze raz i tym razem stwierdził że chyba trochę przypomina jeżyka, którego ma w domu.

Odnalezienie jabłuszka okazało się łatwiejsze niż odwrócenie jeżyka na nóżki. Bąbelek po chwili rozglądania znalazł jabłko w trawie tuż obok i jeż Tuptuś był gotowy do dalszej drogi. Kolejny raz Sheldon i Bąbelek zapomnieli na chwilę o swojej wyprawie, ale kiedy wdzięczny jeż tuptał sobie dalej do swojego domku przypomniało im się że przed nimi trudna droga do gołębi.

„Po drugiej stronie ulicy” okazało się być tak blisko a jednak tak daleko. Nasza dzielna dwójka pokonała już wiele przeszkód ale nigdy jeszcze sami nie przechodzili przez ulicę. Zawsze byli z kimś dorosłym a teraz zupełnie nie wiedzieli jak bezpiecznie ominąć te wszystkie pędzące samochody.

Może gdyby samochody tak nie hałasowały to gołębie usłyszałyby wołanie Bąbelka. Niestety gołębie nie mają takich dużych uszu jak Sheldon a na dodatek były zbyt zajęte swoimi sprawami. Właściwie, Bąbelek i Sheldon nie byli pewni czy gołębie w ogóle mają uszy.

Kiedy tak stali i zastanawiali się jak przedostać się na drugą stronę ]tuż obok nich pojawił się pies w pomarańczowej kamizelce i jego pan. Sheldon i Bąbelek byli tak zadumani że zauważyli ich dopiero kiedy Pan Pies odezwał się poważnym głosem:

– Dlaczego wasza dwójka sama kręci się koło ulicy? Nie wiecie że ulica jest niebezpieczna dla takich szkrabów jak wy? Chyba nie macie zamiaru sami przechodzić na drugą stronę?

Sheldon i Bąbelek bardzo się speszyli i przez chwilę nie wiedzieli co odpowiedzieć. Bali się, że jak ktoś dorosły ich zauważy to nie dotrą do królowej.

– Bez obaw, mój pan was nie zauważy. – Wyjaśnił spokojnie Pan Pies. – Widzicie jego okulary? Są takie ciemne bo mój pan jest niewidomy. Dlatego ma te okulary. Ja jestem jego przewodnikiem i dlatego mam taką kamizelkę. – opowiadał dumnie Pan Pies. – Razem chodzimy na spacery i załatwiamy wszystkie sprawy. A teraz szybko, wyjaśnijcie mi co tu robicie małe łobuzy!

– Panie Psie, my wyruszyliśmy na wyprawę do królowej! – kolejny raz tego dnia Sheldon i Bąbelek opowiedzieli swoją historię.  Tym razem nie było jednak czasu na szczegóły, powiedzieli więc tylko że aby dotrzeć do królowej muszą znaleźć gołębie. 

– Czy umie pan przechodzić przez ulicę? Tam są gołębie, które znają drogę na dworzec a z dworca odjeżdża autobus do królowej! Pomoże nam Pan? Prosimy Panie Psie! 

Chyba pierwszy raz szczęście uśmiechnęło się dzisiaj do Sheldona i Bąbelka. Pan Pies i jego właściciel szli właśnie na drugą stronę ulicy i Pan Pies zgodził się by Sheldon i Bąbelek im towarzyszyli.

– Pamiętajcie szkraby, przechodzimy tylko na pasach. Najpierw patrzycie w lewo czy nic nie jedzie. Potem to samo z prawej strony i jeszcze raz dla pewności w lewo. Jeśli nic nie jedzie możecie ruszać. Ale zawsze musicie być ostrożni! – Pies Przewodnik chciał ich nauczyć jak najwięcej żeby byli bezpieczni kiedy zostaną sami. 

Pan Pies bezpiecznie przeprowadził Sheldona, Bąbelka i swojego niczego nie świadomego człowieka  na drugą stronę ulicy. Niestety Pan Pies i jego właściciel szli  w zupełnie innym kierunku i nie mogli dłużej towarzyszyć naszej dwójce.  Bąbelek i Sheldon ładnie podziękowali Panu Psu i pobiegli co sił w nogach w stronę gołębi. Pobiegli to troszkę przesadzone stwierdzenie bo przecież Bąbelek nie umiał jeszcze chodzić a co dopiero biegać ale dzielny raczkował najszybciej jak tylko potrafił. Kiedy wreszcie dotarli na miejsce okazało się, że trafili w sam środek gołębiowej awantury…

 

Poprzednie części