Bajki bez ogonka,  Corgi style,  Długa historia krótkiego ogonka

Długa historia krótkiego ogonka… Część 6: Bochen, Rogal, Buła i pies z legendy

Bochen, Rogal i Buła

Od wielu godzin, w całej okolicy trwały poszukiwania zaginionego dziecka i jego przyjaciela na czterech łapkach. Rodzice, wszyscy sąsiedzi i policjanci szukali Bąbelka i Sheldona. Mama i tata bardzo się zamartwiali losem uciekinierów. Tymczasem, nasza niczego nieświadoma dwójka stała właśnie pośrodku gołębiowej awantury i usiłowała dowiedzieć się jak dostać się na dworzec. Było to nie lada wyzwaniem, ponieważ trzy gołębie były tak pochłonięte kłótnią, że nie zwracały na nich wcale uwagi.

Dopiero, kiedy Sheldon donośnie zaszczekał, gołębie zrobiły sobie przerwę w kłótni. Jednak zanim gołębie wysłuchały prośby Sheldona i Bąbelka opowiedziały im, przekrzykując jeden przez drugiego, wszystko o swoim gnieździe na dachu piekarni i o tym że codziennie jedzą okruszki chleba, bułeczek, rogalików i ciastek. I o te okruchy właśnie chodziło! Okazało się, że Bochen, Rogal i Buła, bo tak nazywały się gołębie, od godziny kłócą się o to, który zjadł okruchy schowane na czarną godzinę.

– Cóż za dziwne imiona! Nie znam nikogo kto nazywałby się Buła, albo Rogal, albo Bochen! – pomyślał Bąbelek. Nie był pewien czy gołębie sobie z nich nie żartują, ale wolał ich teraz nie pytać bo ciągle wyglądały na rozzłoszczone – I cóż za zbieg okoliczności! – dumał dalej – Mieszkają w piekarni i nazywają się Bochen, Rogal i Buła! Nie było więcej czasu na zastanawianie się gdyż gołębie wreszcie zgodziły się ich wysłuchać.

– Czy pomożecie nam znaleźć drogę na Dworzec Centralny? Mama Kaczka mówiła, że gołębie znają się na dworcach. – z nadzieją spytali gołębi.

– Oczywiście, musicie iść prosto tą drogą, potem skręcicie w lewo, dojdziecie na przystanek i wsiądziecie w tramwaj! Łatwizna. Nawet takie szkraby jak wy dadzą radę. – Wyjaśnił im Rogal.

Sheldon i Bąbelek z nadzieją czekali na resztę wskazówek ale wtedy wszystko zaczęło się od nowa! Znowu wybuchła awantura. Najpierw krzyczał Buła:

– Co Ty gadasz! Nie znasz się! – Czy ty byłeś kiedyś na dworcu? Ten tramwaj tam NIE JE-DZIE!

– Przecież wszystkie tramwaje wyglądają tak samo więc co za różnica – starał się przekrzyczeć wszystkich Bochen ale jego głos mieszał się z pozostałymi. – Nie słuchajcie ich! Wszyscy wiedzą że na dworzec najlepiej jechać autobusem numer 105.

– A właśnie że nie! Znowu wszystko pomieszaliście. – tym razem krzyczał Rogal. – Przestańcie się wymądrzać i lepiej przyznajcie się, który zjadł okruchy!

– A ty znowu o tym. Mówiliśmy ci że to żaden z nas. Pewnie sam je zjadłeś i zapomniałeś. Ciągle o czymś zapominasz! – broniła się pozostała dwójka.

Tym razem Bąbelek i Sheldon nie mieli szczęścia. Kłótnia o drogę była tak ostra, że wściekłe gołębie odleciały każdy w swoją stronę. Każdy z gołębi wskazał im inną drogę na dworzec a oni nie wiedzieli co wybrać. Pomyśleli że chyba nigdy nie dotrą do królowej i Sheldon już nigdy nie dostanie nowego ogonka. Bardzo smutni zawrócili i zrezygnowani postanowili poszukać drogi do domu. Stęsknili się też troszkę za rodzicami.

Tymczasem po parku rozniosła się wieść o wyprawie Sheldona i Bąbelka oraz o ich przygodach. Prawie wszyscy już wiedzieli że piesek z dużymi uszami i jego mały przyjaciel pomagają zwierzątkom w tarapatach. Zwierzątka opowiadały sobie o tym jak pomogli zgubionej Kaczuszce Tosi znaleźć mamę i jak dzielnie uratowali przewróconego Jeżyka. Wszyscy słyszeli też o tym jak musieli stawić czoła Lisowi Oszustowi.

Pies z legendy

– Chyba już tu dziś byliśmy – powiedział troszkę zmęczony Bąbelek. – To drzewo wygląda znajomo.

Tak też było. Krążyli po parku tak długo że w końcu trafili tam gdzie ich podróż się zaczęła. Okazało się że stali właśnie pod drzewem Sowy Genowefy. Tym razem sowa nie była sama. Na gałęzi siedziały teraz dwie sowy. Pamiętali Genowefę – tą w okularach. Nie znali jednak jej przyjaciółki. Wyglądała na jeszcze starszą niż Genowefa.

Sowy zauważyły ich z daleka i czekały z niecierpliwością. Do nich też dotarła wiadomość o przygodach jakie piesek i jego mały przyjaciel mieli w parku.

– Tak, tak… Witajcie ponownie moi drodzy. Tak, tak… – zawołała Genowefa gdy tylko podeszli bliżej – Słyszałam o wszystkim co was spotkało. O tak! Bardzo mi przykro że nie dotarliście do królowej.

– Poznajcie moją siostrę Ludwikę, przyleciała do mnie aż z Uniwersytetu. – Genowefa przedstawiła im drugą sowę, która do tej pory nic nie mówiła tylko bacznie wszystko obserwowała.

– A więc to jest ta dwójka o której mi opowiadałaś. Wiele o was słyszałam maluchy – powiedziała nieco zaskoczona Ludwika – Ty jesteś Sheldon, a Ty Bąbelek. – chyba naprawdę wiedziała o nich wszystko – Genowefa mówiła mi że szukasz ogonka ale nie powiedziała mi że jesteś prawdziwym psem z legendy!

Ani Bąbelek, ani Sheldon ani sama Genowefa nie wiedzieli o czym mówi Ludwika. Patrzyli na nią z wielkim zdziwieniem i czekali na wyjaśnienia. Żadne z nich nie spodziewało się tego co za chwilę usłyszeli.

– Ochh! Widzę że i ludzie i Corgi zapomnieli już swoją historię. Wiecie że Corgi pochodzą z Walii? To tam na wyspach gdzie mieszka królowa, którą chcieliście odnaleźć. Teraz wszyscy nazywają Corgi królewskimi pieskami. A czy wiecie że nie zawsze tak było? Opowiem wam jak to kiedyś było:

Dawno, dawno temu w, [i] lasach Walii mieszkały wróżki, czarodziejki i elfy. W dolinach zaś mieszkali „maleńcy ludzie”. Wszyscy: i wróżki i elfy i ludzie i czarodziejki żyli sobie razem spokojnie i szczęśliwie. Niestety malutcy ludzie okazali się psotni i kiedyś spłatali wróżkom takie okropne figle że te bardzo się na nich obraziły. Cóż to była za obraza! Wiedzie co się dzieje gdy ktoś przesadza? Ludki właśnie przesadziły. Wróżki były tak złe że postanowiły ukarać ludków i zamieniły ich w rude zwierzątka z dużymi uszami i krótkimi białymi łapkami…

Bąbelek przyglądał się dużym uszom Sheldona i jego białym łapkom i aż otworzył buzię ze zdziwienia. Sheldon wyglądał dokładnie tak jak stworzenia, w które wróżki zamieniły psotliwych ludzików!

– Tak Bąbelku, dobrze ci się wydaje. – Ludwika kontynuowała historię:

Corgi to potomkowie ludzików przemienionych przez wróżki. To nie wszystko! Ten biały ślad, który każdy Corgi ma na grzbiecie, to pozostałość po siodłach, na których siadały wróżki żeby przemierzać świat na ich grzbietach. Nikt już nie pamięta tej historii, nikt też od wielu lat nie widział żadnej wróżki ale psotliwość i radość z życia to cechy, które do dzisiaj wyróżniają wszystkie Corgi. Dlatego Corgi zawsze wyglądają jakby się uśmiechały…

– Tak, tak… – Genowefa była tak samo zadziwiona jak Sheldon i Bąbelek – Z taką historią, z ogonkiem czy bez ogonka, jesteś wyjątkowy. A tu, w parku, zostałeś prawdziwym bohaterem! Pomogłeś, tak… tak… pomogłeś kaczuszce i jeżykowi, a potem jeszcze uratowałeś wiewiórkę!

Sheldon myślał przez chwilę o tym wszystkim. Czy to możliwe że to nie ogonek jest najważniejszy? Bąbelek nie musiał się zastanawiać. Od początku wiedział że Sheldon nie potrzebuje dużego ogonka żeby być jego najlepszym przyjacielem. Przytulił Sheldona najmocniej jak tylko taki mały Bąbelek może przytulić.

– Pora wracać domu Sheldonku!

– Tak, tak! Wracajcie do domu jak najszybciej. Rodzice pewnie bardzo się o was martwią! Wrony mówiły nam że podobno szuka was cała dzielnica. – Tym razem sowa Genowefa brzmiała bardzo poważnie więc od razu się jej posłuchali. Ledwo się odwrócili żeby ruszać do domu kiedy przybiegł do nich ogromny pies.

– Tu są! – szczeknął groźnie – Znalazłem ich! – wielki pies zdawał się kogoś wołać. Wielki pies był naprawdę wielki i wydawał się bardzo groźny.

– Jestem Oficer Puszek! Jak dobrze że jesteście! Szukamy was od samego rana. Zaraz zaprowadzę was do mamy i taty. Nic się nie martwcie. – Oficer Puszek miał bardzo przyjemny głos i kiedy powiedział im że zaprowadzi ich do rodziców już nie wydawał się taki groźny jak na początku. Trzeba pamiętać że pozory jednak mylą częściej niż to by się mogło zdawać. Szczeknął jeszcze kilka razy żeby przywołać swoją panią Policjantkę, która szukała małych uciekinierów.

Takiego zamieszania jak to po odnalezieniu Sheldona i Bąbelka nie pamiętają w parku nawet najstarsze zwierzątka. Zbiegli się wszyscy. Najpierw przybiegła pani policjantka, właścicielka Oficera Puszka a tuż za nią zmartwieni rodzice. Bąbelek zupełnie nie rozumiał czemu mama płacze skoro mówi że się cieszy. Ale podobno dorośli, a zwłaszcza mamy, tak czasem mają. Bardzo stęsknili się za rodzicami dlatego ucieszyli kiedy wreszcie wszyscy razem wracali do domu.

Po powrocie do domu chcieli opowiedzieć rodzicom wszystkie swoje przygody jednak rodzice nic nie zrozumieli z ich opowieści. Ponieważ byli dorośli słyszeli tylko szczekanie i gaworzenie. Nie wiadomo kiedy zrobiło się tak późno że nastała pora kąpieli i spania. Bąbelek i Sheldon byli bardzo zmęczeni po całym dniu przygód dlatego po kolacji grzecznie poszli do łóżeczka…

I na tym mogłaby się skończyć ta historia ale trzeba jeszcze dodać, że kiedy inne pieski usłyszały o bohaterskich przygodach z parku przestały się naśmiewać z ogonka Sheldonka. Od tej pory wszystkie były miłe i już nikt nigdy nie żartował z małego ogonka dzielnego pieska.

 


[i] Na podstawie legendy z książki „Corgi Cardigan Pembroke” Anna Redlicka.,

Poprzednie części